Mendel, stary rzemieślnik żydowski, introligator, ma 67 lat, pochodzi z Gdańska, ale od 27 lat mieszka w Warszawie. Jest bardzo uczciwy i honorowy. Mendel jest Żydem, który czuje się Polakiem. Przez całe swoje życie związany był z Warszawą: „Nu, a ja z czego wyrósł? A ja z jakiego gruntu wyrósł? (...) Czy ja tu przyszedł jak do karczmy? Zjadł, wypił i nie zapłacił? Nu, ja tu nie przyszedł jak do karczmy! Ja tu tak w to miasto urósł jak ta brzezina w lesie!” - mówi Mendel do zegarmistrza Polaka.

Mendel mieszka w Polsce, dla Polaków ciężko i uczciwie pracuje, nie rozumie więc, dlaczego odmawia mu się prawa do czucia się pełnoprawnym obywatelem polskim. Jednak już sam fakt, że jest Żydem wystarcza, aby stary introligator stał się ofiarą pogromu antyżydowskiego.

Nienawiści rozszalałego tłumu nie da się wytłumaczyć w żaden racjonalny sposób. Ulicami Warszawy biega rozwścieczony motłoch i linczuje wszystkich, którzy są Żydami. I chociaż w noweli nie dochodzi do zlinczowania Mendla, nie pozwalają na to sąsiedzi, to jednak w starym Żydzie coś pęka. Mendel nie czuje się już więcej związany z Warszawą, stracił do niej serce: „Pan powiada, co u mnie nic nie umarło? Nu, u mnie umarło to, z czym ja się urodził, z czym ja sześćdziesiąt lat żył, z czym ja umierać myślał... Nu, u mnie umarło serce do tego miasto!”.